Aktualności

Rawlplug - łakomy kąsek dla konkurencji

11.07.2014

Otrzymałem kilka ofert, ale spółka nie jest na sprzedaż – mówi Radosław Koelner, prezes Rawlpluga.

Radosław Koelner: Koelner zmieniając w 2013 r. nazwę na Rawlplug miał ambitne plany ekspansji zagranicznej i odbudowy pozycji stuletniej marki Rawlplug na świecie. Czy ta strategia przynosi już owoce?

Konsekwentnie realizujemy nasze plany, choć oczywiście sytuacja na poszczególnych rynkach jest różna i czasami na efekty naszej pracy trzeba będzie poczekać dłużej. Zmiana nazwy już przyniosła pozytywne rezultaty na przykład w Wielkiej Brytanii, która jest rodzimym rynkiem marki Rawlplug. Tam odzyskaliśmy już trwałą rentowność poprzez bezpośrednią współpracę z lokalnymi dystrybutorami. Umacniamy również brytyjski dział R&D, co ułatwi nam pozyskiwanie wysokomarżowych kontraktów. Jesteśmy twórcą, a nie odtwórcą. Oprócz tego dobrze układa się sprzedaż na Węgrzech, gdzie w I kwartale tego roku odnotowaliśmy 20-procentowy wzrost obrotów. Gorzej wygląda natomiast rynek w Rumunii i Bułgarii, gdzie koniunktura dla producentów zamocowań jest słaba.

To na tamtych rynkach zanotowaliście w minionym roku najgorsze wyniki?

Najgorsze wyniki pokazała spółka w Irlandii. W konsekwencji rozstaliśmy się więc z jej dotychczasowym zarządem i poważnie obcięliśmy jej budżet. Nie rezygnujemy z tego rynku, bo tam są obecni wszyscy nasi najwięksi konkurenci. Nie będziemy jednak inwestować w irlandzką spółkę, jest bowiem wiele innych ciekawszych rynków, gdzie możemy ulokować pieniądze.

Na przykład w Dubaju? Budowa w tym kraju fabryki zamocowań za 7 mln dolarów to wciąż realny plan? Jak dotąd z roku na rok odkładaliście realizację tego projektu...

Branża zamocowań w krajach arabskich ma ogromne perspektywy , ale budowanie tam pozycji trwa latami. Proszę się więc nie dziwić, że choć mamy już zarezerwowane grunty i gotowy projekt fabryki, to wciąż czekamy na odpowiedni moment na uruchomienie inwestycji. W ubiegłym roku nasza spółka w Dubaju odnotowała wzrost sprzedaży o 50 proc. Tegoroczny budżet zakłada wzrost o kolejne 40 proc. Jeśli nasze udziały będą rosły w takim tempie, to za dwa lata powrót do planów budowy fabryki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie bardzo realny.

Wiem, że swego czasu myśleliście również o uruchomieniu produkcji w Stanach Zjednoczonych. Czy to się uda?

Na razie wstrzymaliśmy te plany. Z naszych szacunków wynika, że aby zainwestować w USA i skutecznie konkurować w tym kraju, musielibyśmy wydać na start 30 – 50 mln dolarów. To byłaby ogromna inwestycja i na razie się jej nie podejmiemy.

Mamy za sobą realizację dużego projektu w polskiej fabryce w Łańcucie i na razie skupiamy się na uzyskaniu jak największych korzyści z tej inwestycji. Korzyści te są podwójne. Z jednej strony jesteśmy w stanie mocno oszczędzać na energii dzięki nowoczesności nowych linii. Z drugiej strony, możemy produkować najbardziej wymagające jakościowo i wysoko marżowe wyroby, na przykład do samochodów klasy premium.

To znaczy, że nie będzie kolejnych dużych inwestycji?

W najbliższych latach realizować będziemy mniejsze przedsięwzięcia. W przyszłym roku planujemy na przykład automatyzację procesów produkcyjnych we Wrocławiu. Kolejny projekt to automatyzacja wyrobu etykiet, która już trwa i będzie w pełni sprawna w III kwartale tego roku. Stawiamy też na efektywność energetyczną maszyn. W tym roku na inwestycje wydamy około 15 mln zł.

Nowe linie hartownicze w Łańcucie, na których będziecie produkować m.in. produkty dla motoryzacji, uruchomiliście z kilkumiesięcznym poślizgiem. Kiedy zobaczymy efekty tej inwestycji w wynikach spółki?

Już w tym roku. Tylko od początku stycznia zanotowaliśmy znaczący wzrost zamówień z branży motoryzacyjnej w porównaniu do roku ubiegłego. Dla przykładu, mamy trzy razy więcej zamówień od Mercedesa i dwa razy więcej od BMW. Do tego mogą dojść kolejni klienci, np. z branży sprzętu rolniczego. To pokazuje, jak znaczący będzie przyrost sprzedaży w tym segmencie w tym roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, łańcucki Śrubex może w tym roku osiągnąć 35% przychodów tylko z motoryzacji. Nowa hala działa na razie na 70 proc. swoich możliwości, a wkrótce zacznie pracować 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Automotive śrubowy ma wartość 2,5 mld euro rocznie, a Rawlplug jest już jedną z zaledwie kilkunastu firm, które mają w Europie kompetencje w tym zakresie.

Tak dobrze wygląda w tym roku pozyskiwanie kontraktów tylko z branży motoryzacyjnej czy również od innych klientów?

Automotive to dziś prawie 30 proc. obrotów Śrubeksu i 10 proc. przychodów całej Grupy. Docelowo chcemy by branża ta stanowiła 50 – 60 proc. obrotów łańcuckiej spółki. Wyroby produkowane w nowej hali nie będą jednak sprzedawane tylko dla motoryzacji, ale również dla przemysłu, choć tu marże są niższe. Patrząc na I kwartał, muszę przyznać, że koniunktura nam sprzyja. Poprawiamy sprzedaż we wszystkich segmentach i nie ma sygnałów, by sytuacja ta miała się zmienić. Mimo to poczekajmy z ostateczną oceną do końca II kwartału. Wyniki za całe półrocze dadzą nam pełniejszy obraz tego, jak może wyglądać cały rok. Póki co, w rozmowach z naszymi klientami czuje się optymizm.

Pomimo napiętej sytuacji za naszą wschodnią granicą? Rawlplug ma przecież spółki zależne i w Rosji i na Ukrainie.

To prawda, ale żadnej z tych firm nie konsolidujemy w Grupie. Przychody fabryki w Kaliningradzie są niewielkie – w ubiegłym roku sięgnęły około 10 mln zł. Zakład ten 80 proc. swojej produkcji sprzedaje w Moskwie i Petersburgu. Mamy ponadto udziały w spółce handlowej we Lwowie – aktualnie 51 proc. jej kapitału jest w naszym rękach.. Ukraińska spółka poprawiła w tym roku sprzedaż o kilkanaście procent, ale niemal cały ten dodatkowy zysk został przejedzony przez osłabienie hrywny.

źródło: Barbara Oksińska, Rzeczpospolita, zdjęcie: Radosław Koelner, prezes Rawlpluga.

Firma powiązana:

RAWLPLUG S A

Telefon 71 32 60 100, infolinia 801 000 103
www.rawlplug.com
info@rawlplug.com

RAWLPLUG S A